czwartek, 7 lipca 2016

Wprowadzenie fabularne

Las wydawał się cichy. Noc już dawno zgasiła ostatnie ptasie śpiewy. Powietrze, chłodne 
w porównaniu z żarem dnia, niosło jedynie szelesty. Szelest drzew o starych, powykrzywianych konarach… szmer leśnego zwierzęcia stąpającego po ściółce… szepty dalekiego wiatru. Nadgniłe ściany opuszczonej, drewnianej leśniczówki nie dawały osłony przed niczym, z wyjątkiem ludzkiego wzroku.
Mężczyzna w brudnym, porwanym ubraniu pośpiesznie podłączał ostatnie przewody. Palce mu drżały. Ostatni raz robił to pół roku temu. Uwierzą mu..? Zaczepił antenę o cegły. Uruchomił radiostację. Wyschnięte, spieczone wargi piekły, gardło miał suche jak wiór. Założył słuchawki. Wyregulował ustawienia poszczególnych pokręteł.
- Tu Babinicz. Tu Babinicz. Warszawa, zgłoś się.
Chwila trzasków, sekundy szumu… Za pozbawioną szyby framugą okna pohukiwał puszczyk. Z ziemi z wolna podnosiła się mgła.
- Tu Warszawa, odbiór.
„Babinicz” wziął głębszy wdech.
- Jestem na miejscu.
- Dlaczego dopiero teraz? – głos dowódcy był odległy, ale mimo to mężczyzna wyraźnie słyszał w nim chłód.
- Zostało mi niewiele czasu. Ścigają mnie. Cały region jest obstawiony. Mamy do czynienia z czymś większym. Niemcy zwożą tu mnóstwo ludzi. Więźniów… z obozów. Nie da się podjeść bliżej niż na kilka kilometrów… - urwał. Z oddali dobiegały krzyki i ujadanie psów. Wpadli na jego trop. – Zaraz tu będą… Wyślijcie kogoś na Uznam. Grupę.
Pośpiesznie zdjął słuchawki. Zaczął odpinać przewody. Wiedział, że nie zdoła uciec obławie. Teraz chodziło już tylko o to, by zdążyć ukryć radiostację. Jego misja dobiegła końca. Czas na drugą grupę.