13.03.1915 | 27 lat | z pochodzenia Angielka
kryptolog | radiotelegrafistka
specjalistka od szyfrów klasycznych
spacery w ramach uspokojenia
przeciwna działaniom siłowym
Bletchley Park, październik
1941
Liście już się ozłociły. Tak jak wtedy, gdy
wiedziałaś już, że się nie udało. Gdy cisza w radiostacji wciąż nie została
przerwana przez najkrótszy pisk czy szmer. Gdy przestałaś mieć już nadzieję.
Chłodny wiatr poruszył gałęziami, strącając z nich pozostałe
po deszczu krople. Szum drzew przywodził na myśl szelest papieru wyjmowanego z
maszyny do pisania. Zapisana kartka z gotowym już tekstem. Kolejna odszyfrowana
depesza. Kolejny krok do zwycięstwa.
Stałaś samotnie w długim cieniu rzucanym przez ścianę
pałacyku. Opatuliłaś się szczelniej narzuconą
w pośpiechu marynarką, uniosłaś
głowę, mrużąc oczy. Wypatrywałaś wśród chmur ostatniego promyka słońca
rzuconego przed zapadnięciem zmroku.
Zapach deszczu wciąż unosił się w powietrzu. Rytm padających przez
ostatnie dni kropli wody łatwo zmieszał się z równomiernym terkotem pracujących
maszyn i tykaniem niewielkiego zegarka. Dźwięki zlewały się w jedno, tworzyły
codzienną monotonię, nakazującą bić sercu w ciągłym, identycznym rytmie.
Rozsypane
kartki leżące na biurku.
Nerwowe
przygryzienie ołówka.
Pieczenie oczu.
Smak gorzkiej,
żołędziowej kawy.
Tak rzadkie samotne chwile
wytchnienia.
Odwróciłaś się, słysząc za sobą szczęk otwieranych
drzwi. Zmrużyłaś oczy, próbując dojrzeć kto
w nich stoi. Ciemny zarys sylwetki,
ciche wołanie.
Czas posiłku.
Ostatni raz tęsknie zerkasz na rozlewającą się na
niebie czerwień słońca.
Czas wracać.
***
Światło księżyca wpadało do pokoju przez
niezasłonięte okno. Siedziałaś na łóżku, nie mogąc zasnąć. Potarłaś zmęczoną
twarz. Wstałaś, podeszłaś do niewielkiego stoliczka. Podniosłaś stojące na nim niewielkie
zdjęcie, przetarłaś zbierający się na nim kurz.
Wasza ostatnia fotografia.
Staliście obok siebie, on, jak zawsze opiekuńczo
obejmował cię ramieniem. W tle majaczył wasz rodzinny dom.
Zatrzymujesz palce na jego twarzy. Powstrzymujesz łzy, chcące spłynąć
ci po policzku. Tak jak wtedy, gdy nie chciałaś pokazać mu słabości. Nie
chciałaś, by ciężej było mu odchodzić.
Bletchley
Park, lipiec 1940
Do samochodu
wsiadał ostatni. Wasze pożegnanie było ciche.
Dłuższe
przytrzymanie dłoni.
Twoje
zaczerwienione oczy, ręce założone w obronnym geście, by nie widział ich
drżenia,
Jego usta na
Twoim czole.
Ciche słowa, by
uważał.
Trzask
zamykanych drzwi samochodu.
Nagłe rozmycie
się świata w długo powstrzymywanych łzach, żal, że myśli, które chciałaś mu
powiedzieć dopiero teraz ułożyły się w słowa.
Wasze ostatnie wspólne
wspomnienie.
Bletchley Park, październik 1941
Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś, że twój brat jest
jednym z tych, których wysyłają jako szpiegów, nie chciałaś się z tym pogodzić.
Byli lepsi od niego. Nie tylko on umiał dobrze obsługiwać radiostację.
Przecież… Nie tylko on chciał działać.
Wciąż Ci powtarzał, że naloty Niemców na Londyn są
coraz częstsze, że Wielka Brytania potrzebuje kogoś, kto dokładniej przechwyci
informacje na temat ataków. Kiwałaś głową, że rozumiesz. Spędzałaś z nim swoje
jedyne wolne chwile, nocami błagając, by był jednym z tych szpiegów, którym uda
się wrócić.
Siadasz ciężko na łóżku, wciąż trzymając przy sobie zdjęcie. Przytulasz
je, chcąc, by we wspomnieniach pozostał ci jego radosny wyraz twarzy, a nie ten
smutny i wykrzywiony bólem.
Bletchley
Park, październik 1940
Radiostacja
milczała. Ustalony termin nadawania minął już jakiś tydzień temu. Z każdym
kolejnym dniem coraz bardziej zapadałaś się w sobie, wiedząc, że go straciłaś.
Inni próbowali cię pocieszyć, mówiąc, że może musiał zmienić miejsce nadawania.
Ty jednak wiedziałaś.
On nigdy nie
spóźniał się z nadawaniem.
Każdej nocy
budziłaś się z powiększającą się pustką w sercu, wyobrażając go sobie w ciasnym
lochu, skulonego pod przytłaczającym grubym sufitem. Jak zawsze cierpiącego w
ciszy.
Słowa twojego
postanowienia na długo wyryły ci się w pamięci. Zrobisz wszystko, by Niemcy
przegrali. By zapłacili.
Karty
zostały rozdane.
***
Bletchley Park, lipiec 1942
Godziny spędzone nad kartkami papieru i skrzypienie
piszącego ołówka powoli zlewały się w jedną całość. Litery i cyfry majaczyły ci
przed oczami, na zmęczenie nie pomagał nawet kubek mocnej kawy. Dym wypalanych
w twojej obecności papierosów dusił, otumaniał, nie pozwalał spokojnie złożyć
myśli i spostrzeżeń.
Nie wytrzymujesz. Z trzaskiem odsuwasz krzesło.
Wychodzisz.
Błękit nieba i powiew świeżego powietrza uspakaja.
Przechwytujecie coraz więcej niemieckich depesz.
Większość z nich ma dotrzeć do Berlina. Trzesz
w zamyśleniu czoło. Wiesz dobrze
co to oznacza.
III Rzesza do czegoś się szykuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz