sobota, 30 kwietnia 2016



Sophia Farewell 

13.03.1915 | 27 lat | z pochodzenia Angielka  
kryptolog | radiotelegrafistka
specjalistka od szyfrów klasycznych
spacery w ramach uspokojenia
przeciwna działaniom siłowym







Bletchley Park, październik 1941
Liście już się ozłociły. Tak jak wtedy, gdy wiedziałaś już, że się nie udało. Gdy cisza w radiostacji wciąż nie została przerwana przez najkrótszy pisk czy szmer. Gdy przestałaś mieć już nadzieję.
Chłodny wiatr poruszył gałęziami, strącając z nich pozostałe po deszczu krople. Szum drzew przywodził na myśl szelest papieru wyjmowanego z maszyny do pisania. Zapisana kartka z gotowym już tekstem. Kolejna odszyfrowana depesza. Kolejny krok do zwycięstwa.
Stałaś samotnie w długim cieniu rzucanym przez ścianę pałacyku. Opatuliłaś się szczelniej narzuconą 
w pośpiechu marynarką, uniosłaś głowę, mrużąc oczy. Wypatrywałaś wśród chmur ostatniego promyka słońca rzuconego przed zapadnięciem zmroku.
Zapach deszczu wciąż unosił się w powietrzu. Rytm padających przez ostatnie dni kropli wody łatwo zmieszał się z równomiernym terkotem pracujących maszyn i tykaniem niewielkiego zegarka. Dźwięki zlewały się w jedno, tworzyły codzienną monotonię, nakazującą bić sercu w ciągłym, identycznym rytmie.
Rozsypane kartki leżące na biurku.
Nerwowe przygryzienie ołówka.
Pieczenie oczu.
Smak gorzkiej, żołędziowej kawy.
Tak rzadkie samotne chwile wytchnienia.
Odwróciłaś się, słysząc za sobą szczęk otwieranych drzwi. Zmrużyłaś oczy, próbując dojrzeć kto 
w nich stoi. Ciemny zarys sylwetki, ciche wołanie.
Czas posiłku.
Ostatni raz tęsknie zerkasz na rozlewającą się na niebie czerwień słońca. 
Czas wracać.
***
Światło księżyca wpadało do pokoju przez niezasłonięte okno. Siedziałaś na łóżku, nie mogąc zasnąć. Potarłaś zmęczoną twarz. Wstałaś, podeszłaś do niewielkiego stoliczka. Podniosłaś stojące na nim niewielkie zdjęcie, przetarłaś zbierający się na nim kurz.
Wasza ostatnia fotografia.
Staliście obok siebie, on, jak zawsze opiekuńczo obejmował cię ramieniem. W tle majaczył wasz rodzinny dom.
Zatrzymujesz palce na jego twarzy. Powstrzymujesz łzy, chcące spłynąć ci po policzku. Tak jak wtedy, gdy nie chciałaś pokazać mu słabości. Nie chciałaś, by ciężej było mu odchodzić.

Bletchley Park, lipiec 1940
Do samochodu wsiadał ostatni. Wasze pożegnanie było ciche.
Dłuższe przytrzymanie dłoni.
Twoje zaczerwienione oczy, ręce założone w obronnym geście, by nie widział ich drżenia,
Jego usta na Twoim czole.
Ciche słowa, by uważał.
Trzask zamykanych drzwi samochodu.
Nagłe rozmycie się świata w długo powstrzymywanych łzach, żal, że myśli, które chciałaś mu powiedzieć dopiero teraz ułożyły się w słowa.
Wasze ostatnie wspólne wspomnienie.
Bletchley Park, październik 1941
Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś, że twój brat jest jednym z tych, których wysyłają jako szpiegów, nie chciałaś się z tym pogodzić. Byli lepsi od niego. Nie tylko on umiał dobrze obsługiwać radiostację. Przecież… Nie tylko on chciał działać.
Wciąż Ci powtarzał, że naloty Niemców na Londyn są coraz częstsze, że Wielka Brytania potrzebuje kogoś, kto dokładniej przechwyci informacje na temat ataków. Kiwałaś głową, że rozumiesz. Spędzałaś z nim swoje jedyne wolne chwile, nocami błagając, by był jednym z tych szpiegów, którym uda się wrócić.
Siadasz ciężko na łóżku, wciąż trzymając przy sobie zdjęcie. Przytulasz je, chcąc, by we wspomnieniach pozostał ci jego radosny wyraz twarzy, a nie ten smutny i wykrzywiony bólem.

Bletchley Park, październik 1940
Radiostacja milczała. Ustalony termin nadawania minął już jakiś tydzień temu. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej zapadałaś się w sobie, wiedząc, że go straciłaś. Inni próbowali cię pocieszyć, mówiąc, że może musiał zmienić miejsce nadawania. Ty jednak wiedziałaś.
On nigdy nie spóźniał się z nadawaniem.
Każdej nocy budziłaś się z powiększającą się pustką w sercu, wyobrażając go sobie w ciasnym lochu, skulonego pod przytłaczającym grubym sufitem. Jak zawsze cierpiącego w ciszy.
Słowa twojego postanowienia na długo wyryły ci się w pamięci. Zrobisz wszystko, by Niemcy przegrali. By zapłacili.
Karty zostały rozdane.
***
Bletchley Park, lipiec 1942
Godziny spędzone nad kartkami papieru i skrzypienie piszącego ołówka powoli zlewały się w jedną całość. Litery i cyfry majaczyły ci przed oczami, na zmęczenie nie pomagał nawet kubek mocnej kawy. Dym wypalanych w twojej obecności papierosów dusił, otumaniał, nie pozwalał spokojnie złożyć myśli i spostrzeżeń.
Nie wytrzymujesz. Z trzaskiem odsuwasz krzesło. Wychodzisz.
Błękit nieba i powiew świeżego powietrza uspakaja.
Przechwytujecie coraz więcej niemieckich depesz. Większość z nich ma dotrzeć do Berlina. Trzesz 
w zamyśleniu czoło. Wiesz dobrze co to oznacza.
III Rzesza do czegoś się szykuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz